Napar ze słów
W szkole średniej, nauczyciel angielskiego twierdził, że tyle razy tłumaczył już nam wszystkie tryby warunkowe, że paprotki w klasie przesiąknęły już taką wiedzą, że można by z nich robić napar, po wypiciu którego człowiek znałby angielski. I w zasadzie jakby on robił taki napar, to byłby najbogatszym człowiekiem na świecie. Nigdy nie zrealizował tego genialnego biznesplanu, o ile mi wiadomo oczywiście. Może napar nie działał jednak, a może były tego inne powody, nie dowiemy się nigdy. A wiecie czego jeszcze się nie dowiemy? Powiedziałbym, ale nie chcę spoilować.

Przyszedł do mnie komiks bowiem. Dwunasta już rewolucja, tym razem pod tytułem Panaceum. No i to Panaceum właśnie przywiodło mi to wspomnienie o paprotkach. Nic więcej, prócz mojego skojarzenia, nie łączy historii naparu z paprotek z historią Witolda Pronobisa.
Otóż Pronobis, łapie słowa, z których potem wykonuje w sobie tylko wiadomy sposób eliksir. Eliksir, który być może stanie się panaceum, lekiem na wszystkie dolegliwości. Nie chcę opowiadać fabuły, dlatego napiszę tylko, że to historia o pasji, o nauce i o poświęceniach. Sam Pronobis nie jest postacią płaską i jednowymiarową, a jego uparte dążenie do naukowego celu można rozważać na kilku płaszczyznach.
Panaceum jest pierwszą częścią trylogii, powstaną kolejno Panoptykon i Panteoria, wszystko w ramach cyklu Rewolucje.
Bo chyba nie napisałem jeszcze, że to o cyklu Rewolucje, Mateusza Skutnika chodzi. W 12 tomie autor nie zawodzi, dostajemy ciekawą akwarelową historię w letnich barwach. Komiks wydał Timof, da się go kupić w Gildii na przykład.
Polecam!