Wspomnienia, bo nowa płyta
bardzo stary obrazek
Spróbuję odtworzyć tok myślowy. Zresztą nie jest jakiś skomplikowany, raczej oczywisty jest.
bardzo stary obrazek
Spróbuję odtworzyć tok myślowy. Zresztą nie jest jakiś skomplikowany, raczej oczywisty jest.
Mówi jeden z bohaterów. Wcześniej jeszcze wyraża dezaprobatę dla wszechotaczających bloków, ale zaraz potem mówi, że w domu wieś. A wiadomo, że wsi spokojna, wsi wesoła…
Od początku. Wrzesień przyszedł i z jednej strony pokończyły się urlopy i wakacje i trzeba było wrócić do roboty, z drugiej jednak strony rozpoczął się nowy sezon teatralny. Ten postanowiłem rozpocząć w Zielonej Górze, ale trochę w Legnicy, bowiem zielonogórski Teatr Lubuski dał trochę miejsca na scenie artystom związanym na co dzień z teatrem Modrzejewskiej w Legnicy. Z tej współpracy wyszła wczorajsza premiera Balkonu Ordona i ta premiera to właśnie inauguracja dla mnie sezonu teatralnego. No i odniosłem wrażenia oraz przeżyłem emocje, jednym słowem: doznawałem.
Raz do roku, od jakiegoś czasu, u mnie na wsi pojawiają się teatry. Na ulicy się pojawiają. Chociaż w zasadzie to na rynku bardziej.
III Festiwalu Teatrów Ulicznych im. Andreasa Gryphiusa zakończył się wczoraj. Dwa dni obcowania z teatrem w różnych formach. Udało mi się wziąć udział w większości punktów, nie trafiłem tylko na sobotni spektakl dla dzieci i sobotni koncert. Ale w sumie spektakl dla dzieci zapośredniczyłem w opowieści dziecka, to w zasadzie tylko koncert straciłem.
Jest taka akcja, żeby pisać listy. Albo żeby się spotkać w teatrze na kawie, bo teatr nieczynny. Do odwołania. Siedzą tylko aktorzy i pracownicy i dyrektor też czasem i pełnią dyżury. Żeby rozmawiać, żeby listy pisać, bo jeszcze mają nadzieję na jakieś sensowne rozwiązanie. Bo jeszcze jest w nich jakaś wola, żeby ten teatr istniał. Bo to czego brakuje po drugiej stronie, to moim zdaniem dobra wola, żeby tę sprawę rozwiązać. Bo ona nie jest jakaś prawniczo administracyjnie trudna i skomplikowana, jak się próbują odpowiedzialne strony tłumaczyć. Wszystko da się rozwiązać tylko trochę tej woli trzeba.
źródło: https://www.facebook.com/photo?fbid=740920428036862&set=pcb.740924521369786
gdy świat się wali. Ja wczoraj wstąpiłem. Nie żałuję. Tym bardziej, że świat chyba rzeczywiście się wali.
Jakiś czas temu dzwoniłem do Teatru w Legnicy, bo chciałem bardzo kupić bilety na spektakl, których nie dało się kupić w internetach. Bilety udało się kupić, ale wspominam tę rozmowę, bo padło tam bardzo ważne zdanie:
— wie pan, my teraz szykujemy wodewil proszę pana, duża rzecz. — brzmiało zdanie.
— Wodewil — pomyślałem — duża rzecz.
Ta rozmowa w tej historii nie wnosi nic ponad informację, że wiedziałem, że będzie wodewil, jeszcze zanim się na afiszach pojawił. Tak tylko zaznaczam, żeby było jasne.
zdjęcie z oficjalnej strony teatru
Bo to nienowa rzecz i pewnie kto miał widzieć to widział (prócz mnie), ale tak mnie niesamowicie urzekł dzisiejszy spektakl, że kilka słów mu poświęcę.
Żeby nie było to spektakl jest w zasadzie dla dzieci, ale że ja mam akurat dziecko w takim wieku, to sobie na legalu wchodzę na takie spektakle.

źródło: https://plasterlodzki.pl/bezimienny\-nieznany\-w\-teatrze\-pinokio/
Krótko dzisiaj i na gorąco, bo weekend i maj i piwo i grille, a nie tam teatry jakieś. No ale w teatrze jednak byłem. W Głogowie w dodatku. Lubię, kiedy nie muszę daleko jechać na dobrą sztukę. A sztuka była dobra oj dobra. Odwiedził nas Teatr Pinokio z Łodzi, wraz ze swoim spektaklem Bezimienny / Nieznany. Spektakl grany bardzo kameralnie i mówiąc kameralnie, mam na myśli bardziej kameralnie niż u Modrzejewskiej na strychu. Widownia została wydzielona z głogowskiej sceny, a ta sama już do największych nie należy.
fot. Karol Budrewicz. Zdjęcie pochodzi z oficjalnej strony spektaklu
Dzisiaj krótko o tym, jak jeden szczegół, niezwiązany ze sztuką per se, potrafi zdeterminować postrzeganie spektaklu teatralnego. Z zastrzeżeniem jednakże, że nie chcę generalizować, o może to tylko ja tak mam. Puenta na końcu (jak zwykle i bez tldr;).
Jakiś czas mnie tu nie było, bo w ogóle mam wątpliwości co tego bloga. Chociaż może tu nie o nie idzie o to, co wobec niego mam, ale bardziej czego nie mam. A nie mam w sumie chęci ani czasu. I to nie jest tak, że doznaję jakoś mniej, tylko jakoś się tym podzielić nie mam czasu. A i Wy, rzesze fanów, miliony internautów, nie piszecie jak kiedyś, nie namawiacie, nie zrzucacie się na patronajtach…
No ale nadarzyła się okazja, co zawsze warto, bo premiera w jednym z teatrów w zasięgu to zawsze warto. Tym bardziej że premiera wygrała z inną ważną dla mnie imprezą, czyli Wyjściem, na którym w tym roku nie byłem, za co Wyjście niniejszym przepraszam. Ale do premiery.
Byłem w końcu na Gusłach. W Lubuskim teatrze na dużej scenie w drugim, czyli pierwszym rzędzie. Gusła miały premierę w styczniu zeszłego roku i jakoś przez tak przez rok albo mi coś wypadało, albo Lubuskiemu. Nie mogliśmy się jakoś zgrać czasowo. No ale dotarłem, no i nie żałuję, jest się czym pozachwycać.