Walc
„W zasadzie te jego przyjęcia, w tej jego chorej jaźni doprowadzały mnie do szału. Problem jednak polegał na tym, że musiałem tam być. Czasem można tam było spotkać ciekawych ludzi. W większości przypadków jednak jego wyobrażenia na temat niektórych postaci były tak chore jak on sam.”
edgewalker – wywiad dla Kanału 54
NightCity [04.07.2024]
Wytwornie ubrany lokaj patrzył podejrzanie na wchodzących dwóch mężczyzn, właściwie to patrzył na jednego z nich. Ten starszy wyglądał jeszcze w miarę normalnie tylko twarz miał jakąś niewyraźną, rozmazaną. U tego młodszego jednak jeden szczegół zwracał szczególną uwagę. Lokaj długo nie mógł umiejscowić tej anomalii w wyglądzie chłopaka. Strój w porządku, buty też ale było jeszcze coś. Chłopiec ten był na pewno najmłodszym uczestnikiem balu.
- Mogę prosić o panów zaproszenia? – zapytał lokaj. Obaj wyciągnęli i pokazali małe karteczki, które zdecydowanie były zaproszeniami. Coś jednak kazało lokajowi uważać na tę dwójkę. Kiedy weszli lokaj doznał olśnienia. Nikt na tym balu nie miał jasnozielonych włosów, nikt oprócz chłopaka, który przed chwilą wszedł.
- Nie wiesz czemu mi się tak przyglądał, przecież wbiłem się w ten epokowy strój uciskający wszystko. –zapytał młodszy kiedy weszli.
- Zapewne chodziło o twoje włosy, kolor nie bardzo pasuje do epoki. Wiesz chyba nikt na początku dwudziestego wieku nie miał zielonych włosów. – odpowiedział starszy.
- To niech się zaczną przyzwyczajać, tak? A właściwie co ty dzisiaj taki rozgadany? Czy ja o czymś nie wiem? Pewnie jak zwykle dowiem się ostatni...
- O jest sama Lady Chatsworth czyż ona nie wygląda dziś wspaniale? – przerwał starszy.
- Coś mi się dzisiaj w tobie nie podoba. Powinieneś raczej mówić chorymi zagadkami i być ponury. A Lady Chatsworth wygląda trochę hmm... jakby żyła w 1914... tak., dokładnie, trochę archaiczna.
- Cóż może to dlatego że jest 1914?
- No właśnie, co do tego to jakieś kolejne wielkie świństwo. Czy on nie mógł wymyślić czegoś innego. Ma chorą wyobraźnię. Wpakować mnie w te obcisłe wdzianko brrrrrrrr. – Zielonowłosy zaczął odczuwać ogólną frustrację. Frustracja niestety wzmogła się kiedy usłyszał pierwsze rytmy walca granego przez orkiestrę. Jeśli było w muzyce coś czego nienawidził to była to muzyka, a właściwie muzyka nie tknięta jeszcze elektroniką.
- No i po co tutaj ta orkiestra? Nie mogli sobie jakiejś płyty puścić. – wiedział, że to co mówi nie ma najmniejszego sensu, ale musiał coś mówić, żeby czasem nie skupić się na walcu. Nagle dojrzał gdzieś na ścianie portret Franciszka Ferdynada, złapał pierwszą przechodzącą z boku osobę:
- Powiedzcie mu, żeby jutro uważał w tym Sarajewie – rzucił w kierunku uchwyconej kobiety, ta obrzuciła go karcącym wzorkiem i odeszła oburzona.
- Nie zachowuj się może jak cham w smokingu. – Napomniał go starszy.- Pamiętaj, że bal odbywa się w umyśle naszego gospodarza i nie chcemy niczego zepsuć.
- Dobra, dobra już będę grzeczny. – od niechcenia odparł młodszy bo jego uwagę zwróciło właśnie coś innego.
- Patrz jacy oni wszyscy sztywni, hej sztywniaki co się tak kręcicie. Hehe ciekawe czy jakby puścić im tego walca od tyłu to kręcili by się w drugą stronę. – odwrócił w stronę swojego towarzysza i zdziwiony stwierdził, że go tam nie ma. Zdenerwowany zaczął mamrotać pod nosem.
- Pewnie jak zwykle mnie olewa i co ja mam z tego układu. Dlaczego muszę dzielić jedno ciało z tym udającym mroczniaka cymbałem. W dodatku jeszcze bez twarzy. Czy ktoś widział człowieka bez twarzy? Dziwak. – przerwał nagle kiedy ujrzał jedną z zaproszonych pań.
- Hmm na oko 17 lat, brunetka, śliczna hmm... chyba polubię walca. – bez namysłu podszedł do stojącej kobiety. Już za chwilę płynęli razem oboje przez salę. Przebiegła mu jeszcze myśl przez głowę, że gdyby orkiestra zaczęła grać od tyłu to kręcił by się w drugą stronę. Teraz zrozumiał w jaki sposób dyrygent rządzi tym wirującym tłumem. Czuł się wspaniale, tak wspaniale, że nagle stwierdził, że gdyby podłączyć jakieś dynamo do tych wszystkich wirujących to niezła ilość prądu by wyszła. Dziewczę w jego ramionach ulegle dało się prowadzić a on ulegle dawał się prowadzić dyrygentowi. Gdy ten ostatni dostawał w jakiś tajemniczy sposób informację, że przydałoby się więcej prądu przyspieszał muzykę. Momentami dynama furczały i iskrzyły wokół nich. Patrząc na dziewczę z bliska stwierdził, że to chyba nie jest ta z którą chce przewirować cały wieczór. Postanowił poszukać tej jedynej, nic nie przeszkodziło mu szukać przez cały bal i tańczyć ze wszystkimi przybyłymi paniami. Przypatrując się orkiestrze zauważył też, że zmienił się dyrygent ale obecna partnerka w tańcu miała niebywale głębokie zielone oczy i badanie głębokości tychże okazało się ważniejsze. Dopiero tańcząc z następną kobietą mógł się porozglądać. Dynama teraz pracowały o wiele wolniej, widać nie trzeba było aż tyle prądu. Zauważył też że czasem dyrygent się myli a wtedy pary zaczynają zacieśniać wokół niego krąg, wtedy szybko wstaje ktoś z orkiestry i zamieniają się miejscami. Powoli zaczynał tracić siły nieprzywykły do zbyt długiego walcowania. Wtedy też zauważył, że powoli przestaje prowadzić swoja partnerkę a sam zaczyna być przez nią prowadzony. Zobaczył też, że wszyscy mężczyźni, którzy opadli z sił są prowadzeni w kierunku wielkich szczęk gdzie są pożerani a kobiety odchodziły oczekując świeżych tancerzy. Pomyślał sobie właśnie, że to wszystko jest jakoś tak cudownie zorganizowane i poczuł nawet radość, że może brać udział w tak misternie przygotowanym planie.
Z tego uczucia wyrwała go jednak zimna ręka rzeczywistości, a właściwie jego starszego towarzysza.
- Widzę, że jednak bawisz się dobrze – powiedział. W jednej chwili zniknęły szczęki, dynama i prąd.
- Nasz gospodarz ma straszliwie chorą wyobraźnię. – odparł młodszy otrząsając się jeszcze.
- Cóż będziemy musieli powoli iść już, ale jeszcze cię przedstawię – powiedział starszy, zielonowłosy teraz zobaczył dopiero stojącego obok wytwornie ubranego pana z kosą w ręku.
- To jest Lord, mówiłem ci czasem o nim, Lordzie a to jest mój współlokator o którym ci opowiadałem.
- BARDZO MI MIŁO – powiedział Lord.
- Cóż ale na nas już czas, do widzenia drogi Lordzie mam nadzieję, że niedługo znów się zobaczymy. – Starszy zaczął ciągnąć młodszego w kierunku wyjścia.
- JA RÓWNIEŻ MAM TAKĄ NADZIEJĘ, DO WIDZENIA – odpowiedział jeszcze Lord po czym spojrzał do notatnika i zaczął się rozglądać po sali.
- Miły koleś ten Lord – powiedział jeszcze młodszy kiedy wychodzili.
Głogów [2000-05-21]
pP5JjX <a href="http://izytrkuymiwp.com/">izytrkuymiwp</a>, [url=http://lfchqhffqpuf.com/]lfchqhffqpuf[/url], [link=http://xvqaldavibgi.com/]xvqaldavibgi[/link], http://unlvxrgpttrd.com/
też se skometuj: