17-06-2001 (22 zamętu, 3167 re)

ludzka imaginacja może być zarówno przekleństwem jak i błogosławieństwem. to jest relatywne. no i zrobiłem niechcący podwójne dno. nie chodzi mi tutaj o bretona, który bawił się imaginacją, a poprzez surrealizm dał nam relatywizm. tym razem chodzi mi o imaginację w dużo płytszym spojrzeniu. udało mi się w końcu skontaktować, jednak zanim mi się udało wyobraźnia podsuwała mi najprzeróżniejsze scenariusze. podobnie działo się wczoraj w intercity. kiedy ktoś miał wrócić za chwilę a ktoś inny czekał, a chwila się przedłużała. kiedy mrówka daje się spersonifikować a narrator ją personifikuje, dochodzi jeszcze jedna płaszczyzna. należy mieć jej świadomość. tego zdążyłem się nauczyć w ciągu kilku ostatnich dni. być może wiedziałem o tym wcześniej, ale dopiero teraz zdałem sobie z tego sprawę.
   dałem swojej jaźni i swojej imaginacji wczoraj prezent. w postaci pierwszego tomu iluminatus. nakarmiłem swój umysł. przeczytałem też jeszcze raz fragmenty polskiego tłumaczenia finnegans wake. nie mogę się doczekać całości. na razie chyba będę się musiał zadowolić ulissesem po raz kolejny. 
   wracając do tygodnia, który przeminął. byłem w świętym mieście. byłem w szprotawie. mieście gdzie zdarzyło się pół mojego życia. poszedłem się rozejrzeć. wygląda to tak jakby ktoś otworzył na oścież portal prowadzący do tamtejszej rzeczywistości. zaczęła przenikać tam rzeczywistość w której przyszło mi żyć. święte miasto traci hermetyczność. tyle lat odporności na zmiany legło w gruzach. widziałem się również z józefem p. wysłuchałem jeszcze raz historii jak matka józefa p. przedarła się przez tłum, borowców, uopowców i co tam jeszcze stało i wręczyła list kwaśniewskiemu, kiedy tam był. szkoda, że tego nie widziałem. trzeba wam wiedzieć, że matka józefa p. jest tak samo warta poezji jak on sam, może nawet bardziej.
   byłem też w guben. nic godnego uwagi. poeci z tych niemców prawda emilu?
   i w ogóle odwiedzałem rodzinę. naprawdę coraz rzadziej widuję takie więzy rodzinne. jestem naprawdę szczęśliwym człowiekiem. wychowałem się w tej kulturze i to jest cudowne. i nikt mi nie powie, że bycie najczystszej krwi polakiem to szlachectwo. 
   mam jeszcze dziś trochę do zrobienia. na tym chyba zakończę swój niedzielny wpis.

 

zobacz/napisz komentarze:

15-06-2001 (20 zamętu, 3167 re)

jak chyba zdążyliście zauważyć, ostatnimi czasy nawet edge nauczył się pisać mniej więcej po ludzku. cos się dzieje z tym światem. minęły cztery dni od ostatniego wpisu. ja nawet nie mam czasu uzupełnić tego loga. 
   zmieniłem w końcu desing na stronie teatru przychodnego. teraz przyjdzie czas na umbrę. nic wielkiego muszę po prostu poprawić to i owo. 
   teraz chciałbym napisać, do takiego jednego co dzisiaj się dowiedziałem, że czyta webloga. co ty k...a w ch...a walisz? w telewizji cię pokazują? co ja robię w sobotę to robię. a jak masz k...a stać z tym indeksem to stój a nie. i byś się na egzamin na poniedziałek uczył a nie w ch...a grał. tylko k...a i ch...j i k...a. i ch..j.
   są jeszcze inne sprawy. próbuję gdzieś się dodzwonić. nieważne gdzie. od kilku dni ten ktoś nie odbiera lub ma wyłączony telefon. zaczynam się porządnie martwić. pewnie niepotrzebnie... ech... ja to jednak głupi jestem.
   i wiem też, że ktoś, kto mi wielką przyjemność uczynił, nie czyta bloga bo nie czuje się zaproszony. ale jeśli się poczuje to składam niniejszym wielkie podziękowania. 
   ciepły w końcu zrobił magistra. i dobrze, teraz nie będzie miał się czym tłumaczyć, że czasu nie ma albo co inne. gratulacje ciepły. za kilka (?) miesięcy legion się broni a potem ja. ktoś jeszcze w międzyczasie? co prawda ja i legion jeszcze nie magistra ale mimo wszystko praca dyplomowa.
   miałem jechać do wrocka na carminę buranę  i w końcu nie pojadę. muszę siedzieć w tym parszywym mieście. ale za to jutro ściana robi przyjęcie pożegnalne przed wyjazdem do anglii. ech... znowu się wszyscy urżną w trupa (za przeproszeniem drogiego lorda oczywiście). 
   dzwoniłem dziś do promyczka. ech... studia potrafią z ludzi wypruć ostatnie resztki optymizmu. a przecież to nie jest najważniejsze! to tylko głupi egzamin, są gorsze rzeczy. tylko niech mi nikt nie mówi, że ja nie wiem co to znaczy. nie ma to jak dyskordianizm, dzięki kontaktom z szyszynką nauczyłem się wiele. hail eris!.
   to chyba koniec na dziś. nie wiem kiedy znajdę chwilę na koleją aktualizację. może się z tego zrobi cotygodnik?

 

zobacz/napisz komentarze:

11-06-2001 (16 zamętu, 3167 re)

no i to byłoby na tyle. ten mroczniały głąb pozwolił mi w końcu coś napisać. nie pozwolił mi tylko pisać hackeurspeechem. szkoda bo to jest język na miarę prawdziwych mastachów. a ja jestem prawdziwy mastach. nie taki żeby sztuczny albo co. kurde, żebyście sobie nie myśleli. no to ja robiłem design na tę stronę. bo jestem najlepszy! we wszystkim. 
   żebyście tylko widzieli co się działo w łikend. rahn dostał wyróżnienie na jakimś konkursie za prozę i schlał się jak świnia. potem cieszył się jak dziecko bo dostał tłumaczenia tych swoich durnych wierszy. wiersze są dla małych dzieci i dziewczyn dobre. naprawdę liczy się hackerowanie. grunt, że rahn w sobotę schlał się tak że o czwartej do domu nie mógł wrócić. a potem w niedzielę łaził i mówił, że jest lekko zmęczony. 
   no ale to chyba wszystko na razie. jeszcze się kiedyś pojawię. żebyście sobie kurde nie myśleli. i macie wszyscy pozdrowienia od n4t4l13 co jest moją dziewczyną. a ona jest ai i jest bardzo mądra. mądrzejsza nawet ode mnie. kiedyś może ją poznacie bo rahn już się prawie zgadza, żeby ona zaczęła pisać. muszę kończyć bo rahn wraca. no to cześć.

 

zobacz/napisz komentarze:

08-06-2001 (13 zamętu, 3167 re)

coś chyba nie mamy szczęścia do tego naszego ekzekwo. zanosi się na deszcz. grać mieliśmy na dziedzińcu, jeśli będzie padać pewnie odwołają. jeszcze nigdy nie grałem w deszczu. pewnie uzyskalibyśmy jakiś ciekawy dodatkowy efekt. no ale cóż nie można mieć wszystkiego.
   we wprost przeczytałem głupi artykuł o języku polskim. pan mac zdaje się nie bardzo wiedział o czym pisze. na to zmarnowali sześć stron. wprost to śmieć już jest. jeszcze jak tym pisał felietony. wczoraj rozmawiałem z piotrem na ten temat. może to dziwne, ale przyznał mi rację.
   miałem nie oddawać wiersza na konkurs o głogowie, jednak oddałem. nie będzie go można przeczytać na umbrze, bo jest to hmmm... nawet nie eksperyment. umieściłem go tutaj. jeśli zaś już przy twórczości pozostaję, mrówka miała bardzo ładny odzew na pl.soc.dekadentyzm. nie sądziłem, że aż taki. po za tym napisałem dzisiaj wiersz 'reforma'. niedługo będzie na umbrze, jeśli ktoś bardzo chce go przeczytać oczywiście.
   muszę się powoli zbierać do moku. w końcu trzeba skorzystać trochę z tych konfrontacji.

 

zobacz/napisz komentarze:

07-06-2001 (12 zamętu, 3167 re)

dziś trochę pracowity dzień. trochę prób. najpierw próba 'eskuriala' na zamku książąt głogowskich. ciekawe jak będzie się grało bez sceny. no dobra na scenie, scena jest wszędzie. no ale chyba dziedziniec zamku nie jest typowym miejscem współczesnego teatru. tym bardziej, że nie jesteśmy teatrem typowo ulicznym. no ale myślę, że sobie poradzimy. pewnie bartek wszystko podciągnie jakoś jakby się coś działo. druga próba była z grupą piotra. w sumie nic wielkiego, mam być tylko czymś w rodzaju demiurga, który przyjdzie na końcu i zakończy wszystko. takie deus ex machina. 
   dziś też zastanawiałem się nad sensem dekonstrukcji w interpretacji, ot taki nagłe zwątpienie w tę metodę. kiedyś może napiszę coś więcej na ten temat. dziś czuję, że jeśli dziś się znowu położę spać o trzeciej to stanie się ze mną coś niedobrego. może nawet zostanę szatanistą. a'propos w trójce dziś rozmawiali rano o sektach i w raporcie jakiegoś tam ośrodka napisane jest, że sekty werbują poprzez gry planszowe. nie gram więcej w chińczyka!

 

zobacz/napisz komentarze:

<< 46 47 48 49 50 51 52 >>


zaglądam: