16-09-2010 (40 biurokracji, 3176 re)
doznawałem
Ha! Ponieważ się zdarza czasem jednak, że bywam, więc byłem. Koncert Ms. no one okazał się znakomitym doznaniem. Przynajmniej dla mnie. Jak się okazało w Mieście poczyniono wielkie pustki, których jakoś wcześniej kątem oka nie zauważyłem. Enklawa ubiła większość mieszkańców. Zostało nas około 30 osób. Wstyd trochę, bo podejrzewam, że późniejszy koncert np. w Pradze miał pełną salę. Taki żal mam trochę, oczekiwałem pełnej sali jak za dawnych czasów a otrzymałem garstkę ludzi. Ale cóż może trochę o koncercie. Doznania od pierwszego kawałka niesamowite. Prowadzenie koncertu przez Aśkę niezmienne od pamiętnych czasów. Jeśli chodzi grupę to pełen podziw dla pałkera i przede wszystkim dla gościnnie występujące pana S. Dwie jego kompozycje, które pojawiły się na koncercie jako bonus zaiste cudne. A przede wszystkim jak uruchamiał fortepian to można piać było.
Ale teraz może o wokalistce coś będzie. Takie mam spostrzeżenie jedno i uważam, że trafne, choć pozwolę się komuś nie zgodzić. Utwory na nowej płycie można podzielić na polskie i nie. Chodzi o język wykonania. I takie mam wrażenie, że te angielskie to jest nowa (i dla mnie ciekawsza) jakość pani Joanny. To jest zupełnie coś nowego i jest to słyszalne. Utwory polskie to coś w połowie kroku między 3DP a Panną Nikt. Też bardzo dobre, nie chciałbym być źle zrozumiany, bo przecież 3DP jest samo w sobie jakością wysoką, którą bardzo lubię. Ale! Jeśli mamy Ms. No One ma być czymś zupełnie nowym to zupełne odejście od specyficznej liryki 3DP udało się dopiero w utworach anglojęzycznych. Ale jak zaznaczyłem - pozwolę się komuś z tym nie zgodzić.
Na koniec już. Cóż Miasto okazało się słabym miejscem na nowości, mam nadzieję, że Praga i Norymberga na przykład okażą się miejscem zupełnie innym. Ażeby już zupełnie podnieść poziom nerwów tym, którzy koncert stracili to poniżej okienko z TyTuby z utworem promującym płytę o dużym pokoju.
06-09-2010 (30 biurokracji, 3176 re)
Niezliczone aspekty magii Tivarill
Wyspa to był mój mały projekt świata RPG do systemu RealGF. Leżał sobie gdzieś w zakamarkach dysku i w zasadzie umierał. Przypadkowo na maratonie tegorocznym pociągnąłem dwie przygody Patrysowi, Monique i Aśce. W związku z tym postanowiłem projekt ów odgrzebać. Wyniki odgrzebywania będę mógł zaprezentować niedługo. Na razie "wyspa" otrzymała w końcu tytuł: "Niezliczone aspekty magii Tivarill". Świat dostał też mapę - na razie wstępny szkic co prawda ale zawsze coś. Teraz od środy zaczynamy go ogrywać. A zatem zobaczymy. Aha mapa tutaj: http://dl.dropbox.com/u/3007241/wyspa_n.jpg
03-09-2010 (27 biurokracji, 3176 re)
Trznadle w sosie
I myślałem niejako, iż z powodów zakończenia dojrzewania przez większość okolicznego środowiska nie pojawi się już problem trznadli. A jednak. I to w okolicznościach najmniej spodziewanych. Ha! Ale żeby było ciekawiej to trznadle były trzy z czego dwa to alfy. Ale jedna alfa jest lepsza od drugiej ale druga alfa nie uważa, że tak jest. A trznadel beta długo nie może podjąć decyzji i przez to się miesza strasznie. A listonosz nie przyszedł i renty nie przyniósł.
Tak czy owak cała sytuacja była bardzo ciekawa, aczkolwiek krótka. Skończyło się na zabawie z wbijaniem szpilek w grupie starszaków. To chyba tyle.
Z rzeczy jeszcze ciekawych to mnie coś napadło i nie chciało puścić ale już jest dobrze.
05-08-2010 (71 zamętu, 3176 re)
Sprajciarze
Specjalnie dla a,, rahn niejasny opowie Wam jak zrobić pysznego sprajta oraz burdel. Ha!
Pisałem już kiedyś o gwiazdach interentu. Nie spodziewałem się jednak, że gdzieś niedaleko. Tuż za rogiem rodzi się nowy potwór. Spryciarze.pl to taki odpowiednik anglojęzycznego Howcasta.
Fajnie, pewnie jest ma kupa dobrych i przydatnych filmów jak zrobić deseczkę do mięsa itp. Mnie to jednak nie interesuje. Interesują mnie natomiast filmy, które przedostały się ze spryciarzy do TwojejTuby (z ang. YouTube). Można się z nich wiele dowiedzieć. Między innymi właśnie jak zrobić burdel na lekcji (choć w kamerze nie widać efekt) albo jak zrobić pysznego sprajta.
Film o pysznym sprajcie szczególnie mnie urzekł, ponieważ jest w nim pewien rodzaj moralnego niepokoju. Szczególnie w scenie mieszania sprajta. Scena mieszania to jedna z lepszych scen w polskim kinie. Bohater mieszający ma wyraźnie rozterki moralne. Cóż chodzi tu jednak było nie było wymieszanie tak sprajta żeby nie było cukru w ogóle. Film kończy się happy endem. Sprite jest pyszny i choć na samym końcu powstaje jeszcze groźba wykłucia sobie oka, to bohater sprytnie omija i tę przeszkodę. Pewną grozę widać w również w scenie sypania cukru. O mały włos a poszłaby jedna łyżka więcej i zamiast pysznego sprajta mielibyśmy słodkie gówno cytrynowe. Scena wyciągania pestek natomiast, pięknie rozleniwia. Bohater przyzwyczaja nas do swoistego rodzaju poetyki sjesty, po to by za chwilę pokazać pełną napięcia scenę upijania uciekającej piany. Ale nie będziemy przecież pili samej piany. Prawda?
Trochę inna sprawa się z filmem pod tytułem "Burder" w którym to bohater znany z poprzedniego filmu postanawia zrobić burdel na lekcji. Nie będę jednak streszczał fabuły bo nie chcę psuć przyjemności oglądania.
Jako podsumowanie nasuwa mi się myśl taka:
Rodzicu czy na pewno wiesz co Toje dziecko robi w internecie?
04-08-2010 (70 zamętu, 3176 re)
Sen miałem
Jakiś czas temu co prawda ale dopiero piszę bo nie było czasu. I w tym śnie tym normalnie to se idziemy oddziałem. Tak normalnie jak w Wietnamie w szyku. Wszyscy karabiny opuszczone. I potem dochodzimy do drogi takiej szerokiej, nowej, nie używanej. I podchodzi do mnie ten sierżant czy jak mu tam i mówi, że przejmuję dowodzenie w chwili tej. Se myślę ale, że po co niby. A on że się tak umawialiśmy, że ich przeprowadzę bom szkolony. I sobie przypomniałem od razu, że cholera przeca ja prawdziwym stalkerem jestem tylko wcielonym do woja i, że mnie sam Red uczył i ja wszystko umiem. No to żeśmy poszli. A tam zgodnie z oczekiwaniami za drogą zaczyna się Zona. No to zacząłem sobie przypominać wszystko co mnie Red uczył. Wyciągam te muterki i rzucam do przodu, aż tu nagle jedna strzela do góry zamiast upaść. O cholera myślę sobie że to... I tu klops bo we śnie zapomniałem jak się nazywa anomalia grawitacyjna w Zonie. Tak sobie próbowałem przypomnieć, że i się obudziłem i oczywiście zły bo przecież sen ładny a przez głupią Łysicę stracony.
Ale nic, sobie myślę. Sen proroczy to sobie S.T.A.L.K.E.R.'a wypróbuję bom nie grał jeszcze. Krótko powiem, dwie godziny grałem i podziękował. Nie widzę tam żadnego klimatu z opowiadania Strugackich. Po Zonie łazi więcej ludzi niż przyszło na plac krzyża bronić. Co wyjątkowego jest w stalkerach skoro prócz nich łazi po Zonie jeszcze kupa bandytów i armii i w ogóle wszyscy. I mając na myśli "wszyscy" mam na myśli Wszystkich. O!









