pogrzeb

Ecce gratum
et optatum
Ver reducit gaudia,
purpuratum
floret pratum,
Sol serenat omnia.
Iamiam cedant tristia!
Estas redit,
nunc recedit
Hyemis sevitia.
Carmina Burana 5.Ecce gratum

    Powoli ceremonia dobiegała końca. Wszyscy odchodzili w smutku, rzucając jeszcze ostatnie spojrzenie w kierunku świeżego grobu. Południowe słońce wspięło najwyżej jak tylko mogło i oświetlało pełnią blasku kwiaty rzucone na kurhan. Trawy zieleniły się zdecydowanie za wcześnie jak na tę porę roku. Wszelkie anomalia pogodowe spowodowały, że wszystko dookoła budziło się do życia. Cały cmentarz wyglądał naprawdę pięknie, tętnił życiem. Grób przystrojony kwiatami jak panna młoda rozsnuwał, dzięki procesowi dyfuzji, wonie swego przystrojenia. Przy usypanym z czarnej ziemi kopcu stała już tylko jedna kobieta. Niemym zachwytem obdarzała otaczające ją piękno. Niemym smutkiem obdarzała barwny grób. Lekki letni wietrzyk poruszał jej czarną suknią. Pięknie wyglądała w czarnym. Jej delikatne kosmyki czarnych włosów spływały jej na twarz, starając się ją rozbawić. Lekki uśmiech pojawił się na jej twarzy, zaśmiała się cicho, jednak karcące spojrzenia z nad pobliskich grobów, kazały jej dalej smucić się. W końcu zdecydowała się odejść. W wyjściu minęła jeszcze dwie osoby. Obaj w pewnym sensie przypominali jej niedawno zmarłego. Podwijając rękawy z gorąca ruszyła drobnymi krokami w kierunku domu.
    Nad grobem stało dwóch mężczyzn. Właściwie to jeden mężczyzna i jeden chłopak. Chłopak miał około piętnastu lat, farbowane na zielono włosy i błękitne oczy błyszczące obłędem. Mężczyzna był wyższy ubrany w czarny habit którego kaptur zasłaniał mu całą twarz.
- i co? - spytał młodszy.
- hmm? - pytanie dzieciaka wyrwało go z zamyślenia.
- no jasne po co mnie słuchać, no po co? pewnie zajmijmy się tylko swoimi sprawami a na resztę nalejmy - słowa z ust chłopaka wylewały się z siłą Niagary - czy ty mnie kiedykolwiek słuchałeś, kiedykolwiek? rozumiesz co znaczy kiedykolwiek? ale nie ty mnie nie słuchasz nigdy...
- uspokój się - mężczyzna przerwał mu spokojnie.
- no dobra więc co dalej? - zapytał już spokojniej.
- z czym?
- no jak z czym przecież on nie żyje - chłopak pochylił się nad grobem - nawet tu napisane jest "świętej pamięci" to chyba znaczy, że nie żyje prawda?
- świętej pamięci... heh... świętej.
- no dobra ja wiem, że głupio napisali to świętej ale powiedz mi co dalej, w końcu się chyba na tym znasz?
- będziemy czekać
- na co? czy ty kiedyś przestaniesz mówić chorymi zagadkami a zaczniesz coś jaśniej tłumaczyć? założę się, że swoje zagadki rozumiesz sam jeden. - zielonowłosy był już widocznie zirytowany.
- będziemy czekać, zobaczymy jak się wszystko potoczy
- to znaczy, że nie wiesz co dalej?
- nie, nie byłem jeszcze w takiej sytuacji.
- tak, bo ja mu mówiłem nie bierz tej kosy w łapy, ale ktoś twierdził, że nic się nie stanie prawda?
- bo za pierwszym razem nic się nie stało
- bo za pierwszym razem ją znaleźliśmy w krzakach a nie dostaliśmy w prezencie, za pierwszym razem nie była jeszcze naszą własnością.
- to by się nawet zgadzało - powiedział cicho mężczyzna i zamyślił się wpatrując się w trzymaną kosę.
- a tak właściwie po jaką cholerę była Ci ta kosa?
- hmm? - odparł mężczyzna znów wyrwany z zamyślenia.
- zabierzcie ode mnie tego człowieka, znowu mnie nie słucha zakochałeś się czy jak?
- nie, to ty się zakochałeś ja nie miałem z tym nic wspólnego, wiesz, że jestem ascetą. - odparł mężczyzna cicho
- tia... ale było warto... powinien być nam wdzięczny za te doznania, a ten drań po prostu zdechł.
- chyba nie powinniśmy go winić wiesz, że miał mało do gadania
- tak ale teraz będziemy musieli dostać nowe ciało, jak ten nowy okaże się silniejszy?
- my? - mężczyzna po raz pierwszy spojrzał na chłopca - nie zapominaj, że umieszczenie nas dwóch w jednej jaźni to była pomyłka, wątpię żebyśmy dostali w to samo miejsce znów razem.
- więc musimy się rozstać?
- raczej tak.
- i będę miał własne ciało i nie będę musiał go dzielić z inną osobowością?
- tak.
- to cudownie cześć spadam, mam nadzieję, że się nigdy nie zobaczymy i życzę miłego umierania - powiedział młodszy obracając się na pięcie.
- hej pajacu zaczekaj - krzyknął jeszcze mężczyzna - tańczysz na krawędzi, wiesz o tym że możesz spaść, ale tak naprawdę to chyba w to nie wierzysz...
- wierzę koleś, wierzę i dlatego tańczę szybciej... - młodszy zniknął po chwili w labiryncie alejek.
- ech... narwany, ale nic tu również po mnie, czas rozpocząć nowe ży... nową pracę - mężczyzna chwycił mocniej drąg kosy i powoli zmęczonym krokiem udał się w kierunku wyjścia z cmentarza.
    Wieczór na cmentarzu wyglądał jeszcze piękniej niż południe, złociste zachodzące słońce przelewało się przez świeżo wypuszczone liście drzew. Tyle, że wieczora nad świeżym grobem nikt już nie oglądał...

Głogów 2000-04-26


zobacz/napisz komentarze:
 
[14-03-2010 17:20 | JeGjadKpQxRnodwdxYo]
QJNQqu <a href="http://voaxiwagwvgb.com/">voaxiwagwvgb</a>, [url=http://tielgjozomvm.com/]tielgjozomvm[/url], [link=http://hxlkmuisxntr.com/]hxlkmuisxntr[/link], http://wuhbinsvylfg.com/

też se skometuj:

kto:
i co: