17-08-2011 (10 biurokracji, 3177 re)
Metronom
Oczywiście co nieco spóźniony temat ale do nas na prowincję wszystko dociera później. Otóż przeczytałem sobie o metrze w książce "Metro 2033". Cóż przeczytam również 2034 co oznacza, że poniekąd mnie zaciekawiła ale kim byłbym gdybym się nie przyczepił.
Początek jest jakiś taki... tolkienowski. Tak właśnie. Jakoś nie mogę oprzeć się wrażeniu, że Artem jest jak Frodo, który ma wielką misję, ale nikt mu nic nie powie, bo jest pionkiem. Polityka rozgrywa się gdzie indziej a on ma tylko zanieść obrączkę do wulkanu. O ile było to realne w Śródziemiu, o tyle nie wydaje mi się w metrze. Trochę inne realia są świata postapo i trochę inaczej podchodzi się różnych rzeczy. Może jestem zły z natury po prostu ale, do momentu wyjaśnienia, kogo i dlaczego mam szukać i jakie będzie to miało konsekwencje dla mnie i otoczenia, nie ruszyłbym palcem. A co dopiero lecieć i narażać się na wszystko nie wiedząc do końca czy czasem wiadomość, którą niosę nie spowoduje zniszczenia mojej stacji. Tego entuzjazmu nie kupuję w ponurym i nieufnym świecie postapo.
Inna sprawa z opisem świata, polityki między stacjami, sojuszy itp. To mi się niesamowicie podobało i za to duży plus. Ale nie plusach tu mieliśmy gadać.
O zakończeniu będzie! Uwaga jeśli jakaś obca dla mnie cywilizacja. Przychodzi ze mną gadać, raz a ja ze strachu strzelam i zabijam pięciu jej członków, i ona przychodzi drugi raz i ja znowu zabijam. I przychodzi for (i=0;i<1000;i++). I daje się zabijać, i za każdym razem przychodzi w większej ilości. To ja wolę zaatakować gniazdo rakietami. Te wywody na koniec to jakieś kompletne nieporozumienie. W tym przypadku nie można było podjąć innej decyzji jak zniszczenie. A tłumaczenie obcych że chcieliśmy się z wami zaprzyjaźnić to mi się kojarzy z South Parkiem:
Obcy: O krowy jesteście najinteligentniejszymi istotami na ziemi. Chcemy nawiązać kontakt z wami.
Krowy: To dlaczego nas patroszycie po nocach.
Obcy: Oh! to Johnny, wybaczcie mu jest nowy.
Johnny: Przepraszam!
Ot i cała prawda o wizjach autora.
Na koniec ostatnia łyżka dziegciu. Stalkerzy. Nie lubię jak się szarga taki piękny zawód. Po raz kolejny wizja Strugackich jest jakoś dziwnie przeinaczana. Który Stalker był komandosem, super żołnierzem itp. Tutaj jeszcze nie było aż takiej tragedii. Ale jak czytam, że na zewnątrz chodzą stalkerzy to od razu włącza mi się cicha, dziwna, spokojna, tajemnicza Zona a nie jakaś bieganina i strzelanka. Nie chodzi mi o to że Moskwa jest źle narysowana. Bardzo mi się podoba ta wizja Moskwy postapo, tylko nie trzeba było tych żołnierzy nazywać stalkerami. Do Zony też wchodzili żołnierze uzbrojeni ale nie jakoś nie radzili sobie tak jak bezbronni stalkerzy rzucający muterkami.
Ot tyle czepiania się. Całość mi się podobała, ale zawsze lepiej ponarzekać. O!









