04-08-2010 (70 zamętu, 3176 re)

Sen miałem
Jakiś czas temu co prawda ale dopiero piszę bo nie było czasu. I w tym śnie tym normalnie to se idziemy oddziałem. Tak normalnie jak w Wietnamie w szyku. Wszyscy karabiny opuszczone. I potem dochodzimy do drogi takiej szerokiej, nowej, nie używanej. I podchodzi do mnie ten sierżant czy jak mu tam i mówi, że przejmuję dowodzenie w chwili tej. Se myślę ale, że po co niby. A on że się tak umawialiśmy, że ich przeprowadzę bom szkolony. I sobie przypomniałem od razu, że cholera przeca ja prawdziwym stalkerem jestem tylko wcielonym do woja i, że mnie sam Red uczył i ja wszystko umiem. No to żeśmy poszli. A tam zgodnie z oczekiwaniami za drogą zaczyna się Zona. No to zacząłem sobie przypominać wszystko co mnie Red uczył. Wyciągam te muterki i rzucam do przodu, aż tu nagle jedna strzela do góry zamiast upaść. O cholera myślę sobie że to... I tu klops bo we śnie zapomniałem jak się nazywa anomalia grawitacyjna w Zonie. Tak sobie próbowałem przypomnieć, że i się obudziłem i oczywiście zły bo przecież sen ładny a przez głupią Łysicę stracony.
Ale nic, sobie myślę. Sen proroczy to sobie S.T.A.L.K.E.R.'a wypróbuję bom nie grał jeszcze. Krótko powiem, dwie godziny grałem i podziękował. Nie widzę tam żadnego klimatu z opowiadania Strugackich. Po Zonie łazi więcej ludzi niż przyszło na plac krzyża bronić. Co wyjątkowego jest w stalkerach skoro prócz nich łazi po Zonie jeszcze kupa bandytów i armii i w ogóle wszyscy. I mając na myśli "wszyscy" mam na myśli Wszystkich. O!

 

komentarze:

zaglądam: